To było wyzwanie dla najtwardszych biegaczy. Zakończyły się Mistrzostwa Polski w biegu 24-godzinnym w Łysych. W tym przypadku nie można powiedzieć, że to oni dotarli do mety. To upragniona meta dotarła do nich – dźwiękiem strażackiej syreny i sędziowskich gwizdków punktualnie o godz. 10.00 w niedzielę 9 września obwieszczono koniec Mistrzostw Polski w biegu 24-godzinnym w Łysych. Zawodniczki i zawodnicy do biegu wystartowali dokładnie dobę wcześniej. Nie każdemu pewnie łatwo sobie wyobrazić jak można biec non stop przez 24 godziny. Można! Najlepsi pokonują w tym czasie grubo ponad 200 kilometrów. Można biec…24 godziny non stop – bo udowodnił to nasz klubowy Kolega, prawdziwy gladiator biegów długodystansowych, dla którego dystans i czas wysiłku nie ma znaczenia –  Irek Wiśniewski.
Irek Wiśniewski już po powrocie postanowił się podzielić z nami swoimi spostrzeżeniami. Zapraszamy do lektury.

„Do Łysech k. Ostrołęki jechałem po moje biegowe marzenie. Chciałem pokonać klasyczny ultramaratoński dystans 100 mil ( 161km). Była to moja druga próba zmierzenia się z tym dystansem po ubiegłorocznym starcie w Leśnej Dobie, w której nabiegałem 143km. Wiedziałem już co powinienem poprawić aby osiągnąć założony cel ale dużą niewiadomą było jak zareaguje organizm na tak duże obciążenie szczególnie, że bieg był rozgrywany na nawierzchni asfaltowej. Drugą niewiadomą było jak głowa wytrzyma monotonię biegu.   Bieg 24h jest biegiem specyficznym i trudnym. Nie ma tu zmieniających się krajobrazów, które pozwalają odwrócić uwagę od bólu i zmęczenia, nie ma podbiegów na których można dać sobie szanse odpoczynku ale za to są szare ulice  częściowo wyłączone z ruchu drogowego  tworzące w tym przypadku pętlę 1995m. Tu liczy się tylko dystans!   Na miejsce przyjechałem dzień wcześniej po 2,5 godz. podróży samochodem. Nocleg znalazłem w szkole, która stanowiła bazę zawodów 11 MP w biegach 24h. Od rana na starcie  wyrastało miasteczko biegaczy. Najlepsi zawodnicy przyjechali ze swoimi serwisantami, którzy rozstawiali punkty tak aby całą noc wspierać swoich zawodników. Przed startem krótka odprawa techniczna oraz informacja sędziego o zakazie używania słuchawek i telefonów. Zawody rozpoczęły się punktualnie o godz. 10. Czołówka pocisnęła bardzo mocno ja natomiast ruszyłem powoli zgodnie z rozpisanym tempem. Pierwsze kółka to oswojenie się z trasą: bieg po optymalnej linii, wyrobienie nawyków przy ogólnodostępnym namiocie serwisowym. Starałem się trzymać schematu: na każdym kółku kubeczek wody, co trzecie żel. I tak sobie miło biegłem. Wydawało mi się, że będzie nudno tym czasem sytuacja zmieniała się dynamicznie z każdą godziną. Wciągu dnia było parno i gorąco. Słońce wyciskało ostatnie krople potu. Mimo to faworyci biegli tempem na rekord Polski a może i Świata. Po godzinie 16 nastąpiło pierwsze załamanie pogody. Jeden raz zagrzmiało i oberwała się na nas chmura. Lało dobre 2 h a ulicami płynęła rzeka. Przemoczone ubranie , buty i zimno dawały się we znaki. Gdy przestało padać zmieniłem koszulkę założyłem wiatrówkę aby się trochę ocieplić i ruszyłem dalej. Po 12h biegu zaczęły mnie męczyć kłopoty żołądkowe. Nie miałem siły patrzeć na jedzenie. Tym co mnie ratowało była ciepła herbata i kawałki arbuza, które pochłaniałem na każdym okrążeniu. Kłopoty żołądkowe były powszechne. Widziałem kilku biegaczy, których torsje zmusiły do zejścia z trasy. Dodatkowo wytrącił mnie z równowagi dystans wyświetlany przez firmę pomiarową, który nie zgadzał się o ponad 2 okrążenia z moimi wyliczeniami. Tymczasem czołówka cisnęła dalej. Mimo późnych godzin wieczornych było mnóstwo kibiców na ulicach, którzy zachęcali do walki. O godzinie 2 w nocy przyszło jednak kolejne załamanie pogody. Wielu porzuciło w tym momencie walkę o życiówki a skupiło się na tym aby dotrwać do końca. Totalna zlewa, wiatr, niska temperatura powodowały że mięśnie momentalnie sztywniały. Lało do 5 nad ranem. Było tak zimno, że założyłem długie leginsy, koszulę z długim rękawem i na to kurtkę przeciwdeszczową. Niestety zabrakło arbuza. Mieszałem żel z herbatą bo tylko to byłem jakoś w stanie przełknąć. O 6 nad ranem przekalkulowałem, że jeżeli będę konsekwentnie biegł jest minimalna szansa na złamanie 100mil. Na końcówce dałem z siebie wszystko. Zatrzymałem się dopiero na dźwięk syreny strażackiej oznajmiającej koniec zawodów. Przysiadłem na krawężniku i poczekałem na sędziego, który dokonywał domiarów i wręczał medale. Dystans na zegarku 168,9 Dystans oficjalny 164,222. W biegu 24h zostało sklasyfikowanych 84 zawodników oraz 8 drużyn startujących w 12h biegu sztafetowym. Najlepsi w czasie 24h pokonali: Patrycja Bereznowska- – 232,39 km, Piotr Andrzejewski- 243 km. Mistrzostwa zakończyły się uroczystym odśpiewaniem hymny narodowego, dekoracją Mistrzów oraz wspólnym obiadem wszystkich zawodników”.

 

Logo_footer   
     © 2015 MKB Dreptak | wsparcie, aktualizacja: boria.pl

Nasz profil na:           Szukaj w serwisie:   



Zgodnie z przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych wszelkie prawa do fotografii oraz tekstów zamieszczonych na tej stronie są własnością jej autora. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich w jakiejkolwiek formie bez zgody autora jest zabronione.