Poniżej przedstawiamy relację z wyprawy kolegów Klubowych na najwyższy szczyt Andów (Argentyna, Ameryka Południowa) położonego na wysokości 6962 m n.p.m. pn.: Dążenia Darka i Mariusza do krainy bogów. WYPRAWA ACONCAGUA – Kamienny strażnik Andów 2016.

Często sami podkreślamy, że cechą naszego klubu, która nas mocno wyróżnia jest różnorodność. Wspólnym mianownikiem jest oczywiście bezwzględna miłość do biegania, ale różnią nas charaktery, wiek, płeć. Zrzeszamy ludzi z pasją, ludzi ambitnych, pełnych zapału. Stać nas na to, co z pozoru niemożliwe – sięgamy po szczyty. Ta historia jest o takich dwóch, co … zdobywali Aconcaguę.

Niewielu z nas Dreptaków czy mieszkańców Mińska Mazowieckiego wie, że wśród reprezentantów Mińskiego Klubu Biegacza Dreptak mamy prawdziwych pasjonatów gór, uprawiających trekking wysokogórski, trekking klasyczny, alpinizm. Są nimi Mariusz Ludkowski oraz Darek Kupiec.

Mariusz i Darek mają już na swoich wspinaczkowym „koncie” n/w szczyty:

– wyprawa na najwyższy szczyt Afryki – Kibo (Kilimandżaro) – 5895 m n.p.m.  góra w Tanzanii leżąca przy granicy z Kenią – 2010 rok (Darek);

– wyprawa Alpy i zdobycie w ciągu tygodnia GroßglocknerGrossglockner – najwyższy szczyt Austrii o wysokości 3798 m n.p.m oraz Mont Blanc (Monte Bianco, Biała Góra, 4810,45 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Alp i Europy, potocznie nazywany Dachem Europy – 2011 rok (Darek i Mariusz);

– wyprawa w Góry Kaukazu – zdobycie najwyższego szczytu Kaukazu – Elbrus – 5642 m n.p.m. – 2012 rok (Darek i Mariusz);

– wyprawa/trekking w Azji najwyższym łańcuchu górskim Ziemi – Himalajach z dojściem do bazy pod  Mount Everest  i zdobycie szczytu we wschodnim Nepalu – Island Peak (Imja Tse) – 6189 m n.p.m. w 2014 (Darek);

Chłopaki mówią, że góry i pasja do nich ma to, że chcesz się piąć z roku na rok coraz wyżej, wyżej, pokonywać coraz poważniejsze wyzwania a Twoją ambicją jest wstęp do krainy bogów i Korona Ziemi.Tto Aconcagua jest naturalną koleją rzeczy.

Zapytaliśmy Mariusza aby opowiedział nam dlaczego akurat ta góra i jak przebiegała ich wyprawa – oto jego odpowiedź:

„Wyprawna na Aconcague w moich marzeniach narodziła się już bardzo dawno. To był pierwszy wysoki szczyt jaki mi się zamarzył (wyśnił). Najwyższy z Korony Ziemi (oczywiście po Himalajach), do tego Ameryka Południowa, Andy, Argentyna no i oczywiście boskie…Buenos J. Marzenia były ale…brakowało funduszy na ich zrealizowanie.

I o to na 40 urodziny żona daje mi niesamowity prezent…BILET DO ARGENTYNY!!!

I tak „To co było marzeniem, stało się rzeczywistością”.

Poleciałem razem z Darkiem i Adventure24J. Argentyna zachwyciła. Piękna, zielona, przyjaźni ludzie i niesamowite steki.

Samo wejście już nie było takie miłe i przyjemne…zmaganie się z samym sobą, ze swoimi przyzwyczajeniami, ze swoimi słabościami. W domu mamy wszystko na wyciągnięcie ręki..ciepłe łóżko, sklepy otwarte całą dobę, łazienkę. Tam wszystko musimy zabrać ze sobą (nawet załatwiać trzeba się do plastikowego worka). Widziałem słabość, rezygnację ale też i odmrożone dłonie i stopy. Widziałem helikopter który leci na ratunek zagubionemu wspinaczowi (Polak – na szczęście w porę go odnaleźli).

Wszyscy pytają się jak było…hm. Pięknie i ciężko. Nocą namiot jest targany przez wiatr i zastanawiasz się kiedy odleci a Ty razem z nim, żeby się załatwić to trzeba wystawić tyłek na zimno i wiatr… a żeby napić czegokolwiek to stopić śnieg ale…pomimo tego wszystkiego właśnie tam CZUJESZ ŻE ŻYJESZ!!!

Potem atak szczytowy…ciężko w tym momencie nie przeklinać. Droga wydaje się nie mieć końca. Wejście z ostatniego obozu zajęło 10 godzin…bardzo długie dziesięć godzin i stajemy na SZCZYCIE, NAJWYŻEJ W OBU AMERYKACH. COŚ NIESMOWITEGO.

Potem tylko/aż (długo i powoli) powrót do namiotu…łyk herbaty i padam.

Budzę się w nocy i widzę rozgwieżdżone niebo….bajeczne niebo pełne gwiazd i marzeń…zabieram je ze sobą i wracam!”

2016 rok – Wyprawa na najwyższą górę Ziemi poza kontynentem azjatyckim !!!

Aconcagua w języku keczua Acconcahuac znaczy Kamienny Strażnik to najwyższy szczyt najrozleglejszych gór świata – Andów. Aconcagua to również Korona Ziemi, w której skład wchodzą najwyższe szczyty wszystkich kontynentów.

Szczyt leży w argentyńskiej prowincji Mendoza, przy granicy z Chile. Jest masywem skalnym pochodzenia wulkanicznego, a swoją wysokością przewyższa o ponad półtora kilometra wszystkie okoliczne wierzchołki. Na rozległym wierzchołku północnym (Cumbre Norte – 6962 m n.p.m.) znajduje się maleńki, drewniany krzyż, natomiast wierzchołek południowy (Cumbre Sur – 6930 m n.p.m.) jest zwieńczeniem przepięknej ściany południowej szczytu.

Na początek wyprawy lądowanie w Boskim Buenos Aires – jednym z największych i najbardziej zróżnicowanych miast świata i trzecim pod względem wielkości mieście Ameryki Południowej następnie przelot do Mendozy, którą można scharakteryzować jako miasto malowniczo położone u podnóża masywu Sierra de Paramillos przykuwa uwagę wszystkich, którzy chcą się zmierzyć z najwyższą górą poza Azją. Mendoza również w ich przypadku była miejscem wypadowym w góry, gdzie przy lokalnych specjałach i wyśmienitym winie, lub jak kto woli yerba mate, Andy można podziwiać już z pozycji ulicy.

To tutaj w Mendozie po pierwszych atrakcjach turystycznych i załatwieniu formalności (wykupieniu pozwolenia na dalszą wyprawę, mułów, gazu, żywności, bazowego serwisu) rozpoczęło się ważenie bagażu pakowanego na wynajęte muły, i rozpoczęcie wyprawy. Pakowanie bagażu na wynajęte muły miało miejsce w Puerto del Inca (2900), bagaż muły transportują aż do wysokości 4300 Plaza de Mulas. A Darek z Mariuszem wraz z grupą wyprawy podchodzą do Confuluencia. Przed nimi dzień na aklimatyzację który wygląda następująco: Podejście do Plaza Francia 4200 m z południową ścianą Aconcagui na wyciągnięcie ręki. Dzień ten dostarcza im najprawdopodobniej najpiękniejszych widoków podczas całej wyprawy. 2700 m ściany – najwyższej w Ameryce Południowej robi wrażenie. Po południu powrót do Confluencji na nocleg. Kolejnego dnia dojście z Confluencia – 3400 m do położonej na wysokości 4300 m bazy Plaza de Mulas zajęło im 10 godzin. Do przejścia mieli aż 15 km, z czego ponad połowa wiodła niemal płaskim pustynnym dnem doliny Horcones a następnie podejście piargami do w/w bazy, z której rozpoczęli właściwe zdobywanie góry Aconcagua.

Akcja górska:

Odpoczynek jednodniowy i pobyt w Plaza de Mullas (4300);

Wnoszenie depozytu do Nido de Condores (5400);

Odpoczynek dwa dni w Plaze de Mullas (4300);

Podejście i nocelg w Nido de Condores (5400);

Podejście do Berlina na wysokość (5900);

Próba i zdobycie szczytu Aconcagua (6962).

Z opowiadań Darka i Mariusza wyłania się stwierdzenie, że góra ta uważana jest za anomalię gdyż warunki panujące na jej szczycie, w szczególności huraganowe wiatry i bardzo niskie temperatury, są porównywalne z tymi, jakie panują na ośmiotysięcznikach w Himalajach. Chociaż niektórzy wspinacze ze względu na to, że duża część trasy wiedzie przez rumowiska skalne i żwir nazywają pogardliwie ją „Górą szutru” prawdą jest to, że co roku pod Kamiennym Strażnikiem/Wojownikiem Andów zostaje kilku wspinaczy na zawsze. Należy więc się z tą górą liczyć i nie zapominać o jej konkretnej już przecież wysokości i nagłych załamaniach pogody.

My z kolei przez chwilę poczuliśmy górski klimat, historia otworzyła nam teleport, znaleźliśmy się w niesamowitym miejscu, i podziwialiśmy Andy sprzed monitora komputera.

Historia Darka i Mariusza motywuje i inspiruje do działania. W życiu to sami wyznaczamy sobie szczyty naszych własnych możliwości i słabości. Słodkie i miłe życie zależy od nas samych, przed nami tak wiele gór do zdobycia – bez znaczenia czy to będą mińskie Góry Pawełka, czy Everest, wystarczy chcieć. Sami przeczytaliście – to pasja pozwala przesuwać horyzont.

Autor: MKB Dreptak

Logo_footer   
     © 2015 MKB Dreptak | wsparcie, aktualizacja: boria.pl

Nasz profil na:           Szukaj w serwisie:   



Zgodnie z przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych wszelkie prawa do fotografii oraz tekstów zamieszczonych na tej stronie są własnością jej autora. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich w jakiejkolwiek formie bez zgody autora jest zabronione.