Ultramaraton Nadbużański to premierowe wydarzenie biegowe na Podlasiu, gdzie nie ma jeszcze zbyt wielu tego typu imprez. Bieg odbył się w sobotę 15 września, start w Mielniku. Na uczestników czekały biegi trailowe na trzech dystansach: Szmergiel – trasa ok. 50 km, Chazior – ok. 30 km i Szpurt – ok. 15 km. Na każdym dystansie rozegrana została również kategoria Nordic Walking.Ten malowniczy region Polski przyciąga naturą i krajobrazem – biegacze mogli nacieszyć oczy wspaniałymi widokami. Trasę wytyczono wzdłuż meandrującego Bugu, lasami, łąkami, poprzez górki i wzniesienia, a gdy pogoda spłata figla i spadnie deszcz, zawodnikom przyjdzie zmierzyć się z bardzo wymagającym odcinkiem wzdłuż kopalni kredy. Mokra kreda klejąca się do butów to nie lada wyzwanie i niezapomniane przeżycie. Biegacze, oprócz malowniczych tras i pięknych widoków, mieli zapewnione także wyśmienite specjały regionalnej kuchni oraz bogaty program kulturalny.

Wśród śmiałków, którzy zmierzyli się z wyzwaniem znaleźli się Kamil Onisk i Maciej Nalazek. Oto ich wrażenia.

Kamil Onisk

Cały ubiegły weekend spędziłem na Podlasiu. Było to za sprawą organizowanego w Mielniku Ultramaraton Nadbużańskiego. Z dystansów 15, 30 i 50 kilometrów ja wybrałem 30. W dniu startu na miejscu byłem już przed 9 a to dlatego, że chciałem życzyć powodzenia znajomym, którzy wybrali dystans 50 km. Mój start był o godzinie 10:00 i korzystając z wolnej chwili spacerowałem wzdłuż Bugu przygotowując się do biegu. Trasa była poprowadzona przez tereny gminy Mielnik wzdłuż Bugu oraz otaczającymi lasami. Pomimo, że byliśmy daleko od gór niektóre wzniesienia były całkiem spore i podbiegi pod nie należały do najłatwiejszych. 30 kilometrów pokonałem w 3 godziny bez paru minut. Wiedziałem że nie jestem w dobrej dyspozycji i zależało mi na miłym biegu bez niepotrzebnego „zarzynania się”.  Całość była bardzo dobrze przygotowana przez organizatorów. Fajny pakiet startowy z opcjonalna koszulką (w pakiecie były rękawki), na punktach na trasie stoły suto zastawione, a na mecie piwo i kartacze. Trasa oznaczona super, nawet ślepy zauważył by taśmy. Polecam wszystkim, idealny bieg na wypad większą grupą 😉

 

Maciej Nalazek

Jakiś czas temu kolega zaproponował mi bym w połowie września pojechał z nim na ultra bieganie na Podlasiu w ramach UltraNabużanskiego. W miarę mijającego czasu doszedłem do wniosku, że można by ten „start” połączyć z sympatycznym rodzinnym wyjazdem na Podlasie. I tak też się stało. Na starcie zameldowaliśmy się tuż przed 9:00 podczas gdy nasze rodziny kończyły śniadanie i szykowały się do zwiedzania Mielnika i okolic…Tak na marginesie nie nastawiałem się jakoś specjalnie do tego biegu. Zazwyczaj biegam krótkie dystanse, a w tym roku w ramach „dania sobie w kość” chciałem poprawić swój czas w ramach UltraMazur. Ostatecznie przewlekłe zapalenie żołądka, znacząca utrata wagi, a co za tym idzie i siły skutecznie pokrzyżowały te plany. Myśląc o UltraNadbużańskim chciałem po prostu go przebiec … nie nastawiałem się na żaden konkretny wynik choć pewnie dobrze by było zmieścić się w 5h. Czerpiąc z doświadczenia bardziej zaawansowanych zawodników jak i z uwagi na fakt, że zdecydowałem się na 50 km, a jak wiadomo na takim dystansie wyścig zaczyna się po 30 km starałem się ten bieg bardziej pobiec „głową”. Postanowiłem sobie, że tym razem wyjątkowo nie zależnie od pogody nie ubiorę się zbyt ciepło i nie wystartuję w tempie 4:00. Dzięki temu, że organizator systematycznie w oznaczeniach trasy zawarł informację jaki dystans pozostał do zakończenia biegu łatwiej było mi pokonywać kolejne odcinki. Samo oznakowanie trasy było na tyle dobre, że ani przez sekundę nie zastanawiałem się czy dobrze biegłem. Nie dawne rewolucje żołądkowe sprawiły, że z dużym dystansem podchodziłem do jedzenia w trakcie biegu, a wierzcie mi jestem łakomczuchem i przy tak suto zastawionych punktach odżywczych było to nie lada wyzwaniem. Pilnowałem przyjmowania płynów, starałem się biec w strefie komfortu i „nie podpalać się” kiedy ktoś mnie wyprzedzał. Około 29 km kopnąłem jednym z paznokci prawej stopy w podbity kamień i to wybiło mnie z rytmu, pojawił się kryzys, a przecież wyścig dopiero miał się zacząć. Jakoś doturlałem się do 34 km, na punkcie zjadłem, odpocząłem i wśród czołowej 30-tki pobiegłem dalej. Co prawda dystans dawał się we znaki, ale po drodze wyznaczałem sobie małe cele i tak udało mi się przebiec dystans maratoński poniżej 4h co biorąc pod uwagę stopień trudności trasy nie było takie proste, później miało być już „z górki”, ale ciągnący się w nieskończoność podbieg przy ciekawej wg mojej rodziny kopalni kredy mało mnie nie wykończył. Jak się później okazało wielu zawodników wspominało tą okolicę z bólem nogach, później było już tylko lepiej, adrenalina i emocje związane z myślą, że bliscy czekają na mecie robiły dobrą robotę. Ostatecznie wykrzesałem z siebie resztki sił i finiszowałem w dobrym stylu, a na mecie zameldowałem się w czasie 4:48:45, co dało mi 19 miejsce open (12 w kategorii wiekowej, M 18-39) na 141 zawodników, którzy dobiegli do mety – nie skromnie … – jestem z siebie dumny. Niemniej jednak wiem, że nie osiągnąłem tego w pojedynkę – WIELKIE DZIĘKI dla mojej Agnieszki i dzieciaków :* za umożliwianie mi realizacji mojej pasji, Marcinowi za motywację i wspólne treningi, Teściowi za świetną maść, z którą chyba pierwszy raz nie musiałem się martwić o stan moich stóp. Reasumując atmosfera, organizacja, urokliwość trasy, etc. wszystko SUPER! – UltraNadbużański –z pełną odpowiedzialnością polecam!

 

Logo_footer   
     © 2015 MKB Dreptak | wsparcie, aktualizacja: boria.pl

Nasz profil na:           Szukaj w serwisie:   



Zgodnie z przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych wszelkie prawa do fotografii oraz tekstów zamieszczonych na tej stronie są własnością jej autora. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich w jakiejkolwiek formie bez zgody autora jest zabronione.