Wycieczka w Bieszczady czyli bieg Rzeźniczka 2016 ! z Anna Sankowska i Marty Gadomska – relacja Tobiasza.

Zacznę od krótkiego wstępu do bieg Rzeźniczka namówiła mnie moja Siostra Cioteczna Martyna jeszcze w ubiegłym roku, a w tym roku okazało się, że to będzie praktycznie ostatni wspólny bieg przed jej wyjazdem za granicę.

Do startu w tym biegu przygotowywałem się jedynie biegając w cyklu biegów Zimowe Biegi górskie w Falenicy na dystansie 6,66 km i Wesołe Biegi Górskie w Wesołej na dystansie 6 km.

Ale zacznijmy od początku na wyjazd umówiliśmy się na środę 25 maja, rano do pracy, pakowanie odebranie Martyny w Warszawie i w drogę prawie 500 km do miejscowości Zawóz w Bieszczadach gdzie rzutem na taśmę udało nam się zdobyć chyba ostatni pokój!Droga była fatalna najpierw wyjazd z Warszawy o godzinie 15 masakra, później 2 km korka do ronda w Kołbieli, następnie w trasie okazało się, że nie mamy gotówki więc poszukiwania bankomatu bo w Bieszczadach to gatunek na wymarciu, a następnie po trasie zakupy w jednym z ostatnich czynnych sklepów bo okazało się, że na miejsce dotrzemy dopiero o 23:20.

Następnego dnia rano mając jeden dzień wolny do biegu wybraliśmy się na wycieczkę po Bieszczadach, żeby pokazać ja zagorzałej fance Tatr :). Z samego rana po śniadaniu spakowaliśmy plecaki i pojechaliśmy prawie 70 km do miejscowości Wołosate, żeby wejść na Tarnicę (1346m npm), ale że my nie potrafimy tak po prostu wybraliśmy dłuższy wariant trasy przez Rozsypaniec (1280m npm) i Halicz (1333m npm). Trasa zajęła nam prawie 5:30h i zrobiliśmy prawie 20 km z przewyższeniami 1028m (co stanowi mniej niż bieg Rzeźniczka). Po takim spacerze wybraliśmy się na obiad do Wetliny (tam jest najlepsze jedzenie!). Jako, że jednym z objawów mojej nerwicy natręctw jest kolekcjonowanie map oczywiście musiałem zakupić sobie nową po otwarciu której okazało się, że w miejscowości Zawóz , w której mieszkaliśmy jest trasa wycieczkowa, ale nie wytyczona przez PTTK. Na mapie wyglądała łagodnie i krótko więc postanowiłem, że następnego dni spróbuje zrobić sobie delikatne rozbieganie przed biegiem rzeźniczka wymienioną wcześniej trasą. Na szczęście dziewczyny zachowały zimną krew i skutecznie odradziły mi ten pomysł za co im dziękuje. Ale, że trasa wytyczona to trzeba sprawdzić więc kolejny spacer. Następnego dnia rano do sklepu (P.S. stali bywalcy bardzo wytrwali bo Ci co wczoraj kończyli drinkowanie pod sklepem przed zamknięciem z samego rana już zaczęli) zakupy, śniadanie, pakowanie plecaków i w trasę! Trasa okazała się szlakiem wytyczonym przez Gminę do nie istniejącej już miejscowości Hodorek i na dwa niższe szczyty około 610-620 m wysokości i długości 11km, ale za to po jakich krzakach ! błocie glinie i płynącym strumyku. Szybki prysznic, obiad i wybraliśmy się po odbiór pakietów startowych na bieg Rzeźniczka. Po oczekiwaniu w 40 minutowej kolejce na pełnym słońcu udało nam się odebrać pakiety, ale międzyczasie udało się mi i Martynie namówić Anię doi startu w biegu :). Tak, że musieliśmy poczekać kolejne 2 godziny do zakończenia wydawania pakietów, żeby kupić jeden wolny. Wszystko było by pięknie gdyby nie fakt, że dostać pakiet udało nam się po kolejnych 40 minutach od zakończenia czyli teoretycznie spędziliśmy na słońcu 4 godziny ale jak to mówią co Cię nie zabije to Cię wzmocni. Po powrocie do domu kolacja przygotowanie do biegu i niestety pakowanie całego dobytku bo od razu po biegu wyjazd do domu. Budzik ustawiony na 5:00 wstajemy, śniadanie, przygotowanie do biegu końcówka pakowania do samochodu i w drogę.

Po 30 km jazdy stawiamy się w Cisnej gdzie wsiadamy do wagonika Bieszczadzkiej Kolejki Wąskotorowej, który wywozi nas na start i od razu czujemy że coś jest nie tak bo podróż miała trwać około 40 minut, pociąg zatrzymuje się po 26. Wychodzimy maszerujemy jeszcze około 1km na start gdzie dowiadujemy się że trasa została wydłużona o około 1,5 km. Chwila przygotowania odliczanie i start !!! Jako, że pierwszy odcinek prowadził po asfalcie to wszyscy rzucili się jak rolnik na dopłaty Ja oczywiście nie byłem gorszy. 3500 m asfaltu następnie 500 m drogi szutrowej i wbiegamy na pasmo graniczne po którym prowadzą szlaki turystyczne. Piękne widoki piękna trasa i oczywiście dużo podbiegów. Temperatura nas nie oszczędzała pełne słońce ze 30 stopni bez wiatru. Po około 16 km byłem na 27 pozycji. W jednym punkcie żywieniowym na około 18 km zdążyłem złapać tylko kubek z wodą, dwa łyki reszta na głowę i jak dzik w kartofle dalej w trasę niestety za punktem żywieniowym zaczął się koszmar czyli podejście na Okrąglik prawie pionową ścianę większość trasy +30%! Na szczycie łyknąłem szybko jedyny żel jak ze sobą zabrałem łyk wody i ogień. Dalsza część trasy była w większości na terenie eksponowanym przez słońce co mnie wykończyło. Po drodze zaliczyłem jeden upadek na zbiegu.

Pomimo upadku i piekielnego słońca udało się wywalczyć:

33 pozycję na 984 osoby

czas 02:54:42

Miejsce: 33

Kategoria:M20

Miejsce w kategorii: 11

Miejsce wśród mężczyzn: 31

Po biegu na mecie wypiłem ciurkiem 4 puszki 250 ml coca coli ! i butelkę powerrade udałem się na masaż do fizjoterapeutów i po aparat, żeby zrobić zdjęcia dziewczynom. Martyna osiągnęła wynik 05:09:28 i miejsce 908 open, a Ania 05:09:31 i 909 miejsce open (dodam że Ania do tej pory nie przebiegła więcej niż 10 km ! 🙂 Jestem dumny 🙂 Po biegu krótki odpoczynek podczas którego zweryfikowałem straty poniesione w biegu:

– podczas upadku podarłem skarpetki Compresssportu i opaski kompresyjne OS1st

– opaliłem się na raka!

– zdarłem skórę z palca u nogi

Ale nie pękamy w samochód około 500 km jazdy, a jutro rano widzimy się na Mazowieckiej 5 i 15 !

 

 

Logo_footer   
     © 2015 MKB Dreptak | wsparcie, aktualizacja: boria.pl

Nasz profil na:           Szukaj w serwisie:   



Zgodnie z przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych wszelkie prawa do fotografii oraz tekstów zamieszczonych na tej stronie są własnością jej autora. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich w jakiejkolwiek formie bez zgody autora jest zabronione.