Bieg Szlakiem Orlich Gniazd

Szlak Orlich Gniazd to główny czerwony szlak turystyczny biegnący z Krakowa do Częstochowy po malowniczych zakątkach Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Najbardziej kojarzony jest chyba poprzez Ojcowski Park Narodowy oraz liczne zamki , ostańce i skały.

Jest tak blisko a jednocześnie tak daleko bo nigdy po drodze. Dotychczas pomijany prze zemnie w drodze na te „prawdziwe” górskie szlaki.

Kiedyś usłyszałem relację radiową w której uczestniczka opowiadała o zawodach biegowych rozgrywanych na tym odcinku.

Wtedy pomyślałem sobie, że warto zwiedzić Jurę w takiej formie tym bardziej, że SOG ultra a wcześniej Trans Jura jest jednym z najstarszych stumilaków w Polsce.

SOG jest specyficzną, bardzo kameralną imprezą biegową rozgrywaną w formule prawie samowystarczalnej, wymagającą od uczestnika maksymalnej samodzielności.

Organizator nie znakuje dodatkowo szlaku, na punktach zapewnia tylko wodę oraz drobne przekąski. Nie ma też zorganizowanych przepaków. Wszystko co najpotrzebniejsze trzeba sobie samemu zorganizować łącznie z ewentualną zwózką z trasy.

Do Krakowa pojechałem pociągiem w piątek rano. Do bazy zawodów zlokalizowanej w szkole podstawowej dotarłem o 15. Pogoda była niespecjalna. Było pochmurnie, deszczowo, wietrzne i panowała niska temperatura, która w ciągu nocy miała spaść w okolice 3 st.

O godz. 20 wystartowało 70 zawodników. Przez większość część nocy biegłem w grupie kilku biegaczy. Wspomagaliśmy się nawzajem w odnajdywaniu szlaku.

Bardzo łatwo tu było o pomyłkę szczególnie w warunkach nocnych. Niektórych oznaczeń po prostu brakowało (lexSzyszko). Mimo że dysponowałem trakiem nie uniknęliśmy kilku pomyłek nawigacyjnych.

Ciężko mi się biegło. Choć była to dopiero pierwsza noc czułem się zmęczony. Oczy same się zamykały.

Kryzys minął nad ranem. Grupa rozerwała się i od tej pory już do końca biegłem sam. W końcu mogłem coś zobaczyć.

Najbardziej z tego odcinka zapamiętam mijane zamki średniowieczne oraz malownicze skały. Zmęczenie coraz mocniej dawało o sobie znać ale najgorsze w tym momencie były buty, które zafundowały mi mnóstwo pęcherzy i zmasakrowały stopy.
Czułem się tak jakbym stąpał po rozżarzonych kamieniach.

Druga noc to pierwsza poważna pomyłka z mojej strony i seria przeciwności, które będą miały wpływ na ostateczny wynik. Kierując się trakiem przegapiłem obowiązkowy punkt kontrolny w Złotym Potoku. Zorientowałem się za późno aby wracać więc
zdecydowałem się kontynuować trasę licząc się z ewentualną karą. Pierwszą latarkę wypaliłem pierwszej nocy, druga pomału już się kończyła więc zatrzymałem się w ulewnym deszczu na zmianę baterii. Nic więcej nie miałem to już musiało wystarczyć do końca.

Latarka poświeciła tylko godzinę i zgasła! Sytuacja zrobiła się nieciekawa: sam w środku lasu, dokładnie nie wiem gdzie, latareczka dające słabe światełko, które może lada moment zgasnąć oraz kilka procent baterii w telefonie.

Oby tylko trak się nie zawiesił bo wtedy… No i zawiesił się.

Po minucie klikania i wysyłania aktów strzelistych do nieba – cud- jakoś ruszył dalej.

Dotarłem do Olsztyna gdzie miał być ostatni punkt kontrolny. Szukam, chodzę, już mnie telepie z zimna ale nie mogę go znaleźć. Muszę się odhaczyć bo mnie zdyskwalifikują. Dzwonię do organizatora z prośbą o wskazówki.

Oczywiście punk był dokładnie w tym miejscu, w którym zaznaczony był na mapie. Zdaje sobie sprawę, że z logicznym myślenie jest u mnie coraz gorzej. W końcu jestem już ponad 40h na nogach

Wyruszam na ostatni odcinek coraz głębiej zapadając się w sobie, myśląc już nie o wyniku ale o śnie. Coraz częściej zdarzają mi się przewidzenia. Światło czołówki ożywia kamienie i drzewa. Widzę żywo dyskutujących ludzi tam gdzie ich nie
ma. Nie wiem też czy naprawdę widziałem żółte światła które przemieszczały się obok mnie w lesie czy tylko mi się to wydawało. Wyobraźnia podawała najciekawsze fragmenty z czytanych ostatnio kryminałów. Wyjątkową obojętnością zareagowałem na dziki, które kwiczały
obok w krzakach.

Do ostatniego punktu trasy na Starym Rynku w Częstochowie docieram nad ranem po prawie 33h. Kroki kieruję do szkoły, w której mają być bagaże.

Ale zaraz gdzie jest ta szkoła? Miesiąc temu jak sprawdzałem na mapie to lokalizacja wydawała się taka oczywista zaraz przy kościele. Teraz chodzę wokół kościoła i nie mogę nic znaleźć. Zadzwonił bym po drugie koło ratunkowe ale telefon
piknął i zgasł.

Nie uwierzycie ale chodziłem ok 1g zaczepiałem ludzi i pytałem gdzie jest technikum mechaniczno- elekryczne im gen. Puławskiego i nikt nie potrafił mi pomóc. Dziwię się, że mnie policja nie zatrzymała a może szkoda bo by pomogli.

Dopiero jakiś człowiek na przystanku autobusowym woła mnie:

– Panie! pan ciągle szukasz tej szkoły?

– Tak, taksówkarz powiedział że mieści się w tym budynku

– Ale tu jest liceum ogólnokształcące… Idź Pan tam prosto , przy galerii w prawo to będzie ta szkoła ale o tej porze to jeszcze będzie zamknięta.

Faktycznie za rogiem stoi duża szkoła której miało niby nie być Zespól Szkól im. Gen Puławskiego- Koniec nigdy więcej ultra !!!

No dobra ale na pewno nie w tym roku.

Był mój najdłuższy bieg przełajowy. Wynik sportowy poniżej oczekiwań ale za to plus 3 do doświadczenia.

Logo_footer   
     © 2015 MKB Dreptak | wsparcie, aktualizacja: boria.pl

Nasz profil na:           Szukaj w serwisie:   



Zgodnie z przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych wszelkie prawa do fotografii oraz tekstów zamieszczonych na tej stronie są własnością jej autora. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich w jakiejkolwiek formie bez zgody autora jest zabronione.