Nikt tak pięknie nie mówi o miłości i o bieganiu, jak Sławek Toporowski. Zatem niechże opowie… Uwaga, uwaga! Zaczynamy jego opowieść. ZPCH II czyli krótka instrukcja samookaleczenia ciała i duszy…

Co to jest ZPCH? Otóż jest to próba przejścia zimowego imprezy, która nazywa się „Przejście Kotliny Jeleniogórskiej”. Odbywa się to normalnie we wrześniu ale trudno się zapisać, no i teee tłuuumy, więc grupa inicjatywna postanowiła zrobić to zimą… Aby nie było za łatwo, ładna sceneria, mało a czasem brak innych ludzi. Iście same zalety. Pierwsza próba odbyła się około 6 lat temu. Po uroczym początku załamała się pogoda i z Odrodzenia do domu studenckiego szliśmy 5 godzin.  Nie rozwinąłem skrótu- ZPCH to zimowa próba charakteru. Coś w tym jest.

Tym razem wybraliśmy się we dwóch, ze zdrajcą Dreptakowym Sebastianem Reczkiem (oczywiście, że HA HA HA ),znanym twardzielem biegowo-marszowym (parę setek przeszliśmy i wypiliśmy), przy wsparciu kolegi Mirka z Wałbrzycha.
Pogoda zapowiadała się cudna, jedyny cień to intensywne opady śniegu w ostatnich dniach. Wyruszyliśmy ze Szklarskiej Poręby ok 6 rano, zimno ale cały czas pod górę, lekki trucht, Szrenica, czerwony szlak karkonoski, wschód słońca-cudnie. Kto wrażliwy to wie, a kto biega z zalanymi potem oczyma to g—o wie. Słońce, Śnieżka, aż błyszczy, a w dole chmury i rzeźby z zamarźniętych drzew. Nie do opisania. Na przełęczy Kowarskiej czekał na nas kolega w swoim camperze, gorąca herbata, trochę owoców i dalej. A dalej to już w rakietach, Góry Rudawskie, dużo śniegu i totalna samotność, obcowanie z naturą, ciszaaaa, a rozklekotane, rakotwórcze diesle z importu zostały w mieście. Rakiety pomagają w głębokim śniegu, ale zwalniają marsz.Skalnik! Brrrrr, latem niefajny, parę innych górek, kłanianie się drzewom, przechodzenie połamanych i dalej, zamek Bolczów, Janowice Wielkie.W Janowicach gorąca zupa imbirowa, ugotowana przez żonę Mirka, ok dwóch godzin drzemki i przed północą  w drogę. Noc,noc, gdzieś w świetle czołówki pojawiają się oczy obserwujących nas zwierząt leśnych, takie świecące, zdziwione spojrzenia. Nad ranem zamieniłem się w zombie, tempo marszu ok 2km/godz., kryzys, próba krótkiej drzemki w zrujnowanej szopie na trasie. Drugi, powolny, trochę ołowiano szary wschód słońca, Sebastian ze dwie godziny z przodu. Nie ma ucieczki, nie ma cywilizacji, możliwości podwózki, trzeba iść. Postanowiłem dojść do Siedlęcina, piękne miejsce, piękny gościniec „Perła zachodu” znajduję się na trasie, tam postanowiłem zakończyć marsz. Nie poradziłem sobie z kryzysem, zobaczyłem gościniec po drugiej stronie sztucznego zbiornika, spojrzałem na zegarek-12.00 a doba hotelowa od 14, co było zrobić, poszedłem do miasta, sfotografowałem zabytki, zrobiłem zakupy i do hotelu. Limit zaplanowaliśmy na 48 godz. Sebastian ruszył dalej, zostały jeszcze Góry Izerskie, Jakuszyce i samochód w Szklarskiej. Zrobiłem ok 95 km,3 0 godzin, miałem zapas sił, zabrakło głowy, była dobra pogoda, można było to zrobić przy mądrzejszym zaplanowaniu odpoczynków. Trudno, za rok następna próba, zapraszam ,służę doświadczeniem. Załączam mapę i parę zdjęć, zainteresowani resztę wygooglują. Słowo od redakcji: może zabrakło tej kropki nad i. Ale to „i” jest tak niesamowite, jesteśmy w szoku i wielkim podziwie. Duma nas rozpiera. Jak widzicie, można być zadowolonym, spełnionym, przeżywać niesamowite chwile, estetyczne przeżycia mimo nieukończenia zaplanowanej trasy. Bieganie jest magiczne. Top marszowe także.
Logo_footer   
     © 2015 MKB Dreptak | wsparcie, aktualizacja: boria.pl

Nasz profil na:           Szukaj w serwisie:   



Zgodnie z przepisami ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych wszelkie prawa do fotografii oraz tekstów zamieszczonych na tej stronie są własnością jej autora. Kopiowanie i rozpowszechnianie ich w jakiejkolwiek formie bez zgody autora jest zabronione.